Chciałabym Wam opisać kolejną sytuację,którą już od jakiegoś czasu zaobserwowałam. Wspominałam już o tym w jednym z moich poprzednich postów,ale tym razem chodzi o coś innego,aczkolwiek związanego z brakiem umiejętności czytania Waszych ulubionych pomarańczowych promocyjnych karteczek 😀 Mianowicie...Moi drodzy...my lampucery Biedronkowe nie jesteśmy jeszcze alfą i omegą,ani niestety (nad czym bardzo ubolewam) nie mamy pamięci Einstein`a,żeby spamiętać wszystkie promocje jak i ceny w sklepie. Tak więc podbiegając do nas z pytaniem: "Paaaaniii a ile to kosztuje?",albo "Paaaniii a na czym polega ta promocja?"-musicie się liczyć z tym,że usłyszycie zwyczajne ludzkie "Nie wiem" 😋. Żadna z nas superwoman z wbudowanymi skanerami w oczach nie jest,żeby w tri miga dać Wam odpowiedź na nurtujące Was pytanie-po to mamy te czytniki cen w sklepach 😋Także proszę weźcie sobie to do serducha,że nie samą pracą człowiek żyje i że my nie mamy obowiązku czytać gazetek z promocjami 😁
Pozdrawiam Was serdecznie 😘 a na zakończenie taki pozytywny filmik:





