Witajcie moi drodzy 😉
Dziś chciałabym poruszyć kolejny ciekawy temat,który ostatnio zaobserwowałam...A mianowicie kwestię tego,co porabia młodzież a także dzieci przed pójściem do szkoły? Czasami wydaję mi się,że czasy mojej młodości (chociaż aż tak stara nie jestem 😋),kiedy to zabierało się kanapki do szkoły przeszły już do "lamusa". Teraz na topie jest "śmieciowe" żarcie i pączki "Ekipy",bo przecież kto wcina na przerwie pączka "Ekipy" ten jest cool 😂.Co więcej dzieci przychodzą nawet zabierać kartony po tych pączkach,bo na odwrocie są ich podpisy 😂😅😂.Codziennie rano od 7 pielgrzymkuje do nas cała masa uczniów,którym rodzice przed wyjściem wręczają symboliczną "dychę" z uśmiechem na twarzy i zapewne tekstem:"masz i kup sobie coś do szkoły".A co oni sobie za to kupują? Odpowiedź jest prosta: "śmieciowe" żarcie i energetyki 😂😂😂.No,ale cóż najwyraźniej rodzicom to na rękę,bo nie muszą stać i "kleić" tych kanapek w kuchni od samego rana 😋.Pomijając kwestię zdrowej żywności, otyłości społecznej,itd. chciałabym wejść przy okazji na inny temat-mianowicie sklepików szkolnych.Zauważam ewidentny ich brak w szkołach.Pozwolę sobie w tym momencie przytoczyć cytat z gazety "Fakt",która swego czasu zajmowała się tym tematem:
"Nawet kilka tysięcy punktów sprzedaży mogło zniknąć ze szkół po wprowadzeniu zakazu tzw. śmieciowego jedzenia – wynika z danych Konfederacji Lewiatan, które przytacza „Rzeczpospolita”.
- „Nie dam rady, nie opłaca mi się w związku z nowymi przepisami” – powiedziała dyrektorowi szkoły ajentka od 22 lat prowadząca sklepik przy szkole w Radomiu.
W podobnej sytuacji są osoby z całego kraju, choć zdaniem Konfederacji Lewiatan najgorzej jest na Pomorzu, gdzie zamknięto 80 proc. sklepików!
Z efektów reformy niezadowoleni są nie tylko przedsiębiorcy, ale i nauczyciele. Zwracają uwagę, że w sklepikach szkolnych można było kupić również przybory szkolne, a teraz uczniowie, gdy czegoś zapomną wychodzą ze szkoły do pobliskich sklepów. A to przecież może być niebezpieczne. Czy naprawdę o to chodziło Ministerstwu Edukacji Narodowej?"
I tu jest właśnie pies pogrzebany...jak w szkole zabraknie "śmieciowego" żarcia to pójdą go szukać gdzieś indziej,a pielgrzymkujący do nas uczniowie z rana a także i po szkole to nie tylko młodzież,ale też i dzieci!!!! Może warto by było jednak mimo wszystko przywrócić to nie zdrowe żarcie do sklepików szkolnych i umożliwić im normalne funkcjonowanie? Pamiętajmy,że "zakazany owoc kusi najbardziej", a jak nie dostaną tego w szkole to pójdą kupić gdzieś indziej,co często może być niebezpieczną wycieczką głównie dla dzieci!!!




